Magisterka. Co z tą pracą?
Psychopierdy

Magisterka. Co z tą pracą?

Jeżeli znajdujesz się w końcowej fazie studiowania to wiesz o czym mówię. Zewsząd słyszysz pytania o Twoją pracę magisterską – o czym jest, ile ma stron, co badasz, jaki jest Twój promotor, blablabla…

Jeżeli też Cię to wkurza to przybij wirtualną piątkę.

Jeżeli to lubisz to musisz być dziwny.

Jeżeli jedno i drugie – lubię Cię, bo jesteś szalony.

Praca magisterska to taki zwiastun zbliżającego się końca studiów.

Zaczynasz chodzić na seminaria, wymyślasz o czym mógłbyś napisać, zastanawiasz się co Cię interesuje w dziedzinie, którą 5 lat studiowałeś, myślisz co byłoby fajnie zbadać a co lepiej ominąć.

Czasami dochodzisz do wniosku, że nic Cię nie interesuje i piszesz pracę o czymkolwiek. To jakieś 90% przypadków.

Czasami dochodzisz do wniosku, że chcesz, żeby była superekstra i żeby jej pisanie sprawiało Ci przyjemność. I wtedy wpadasz w pułapkę.

 

Pułapkę?! Ale jak to? Przecież lubię to, o czym chcę napisać a poszerzenie wiedzy z tej dziedziny tylko mnie wzbogaci!

No właśnie – lubisz to, o czym chcesz napisać. Zastanów się czy chcesz przestać to lubić. Czy chcesz to nienawidzić? Czy chcesz tym rzygać? Czy chcesz mieć z tym koszmary? Serio – przemyśl to.

Magiczny moment rozpoczęcia pisania magisterki to szukanie natchnienia. Przeglądasz, przekopujesz się, wybierasz interesujące Cię obszary – to naprawdę fajne. Problem zaczyna się w momencie, kiedy musisz przepisać teksty innych ludzi, którzy pisali o tym przed Tobą. Oczywiście – Ty jesteś uczciwy i Ty nie plagiatujesz, więc łączysz zebrane materiały i piszesz o nich swoimi słowami. W tym momencie poczujesz, że zaczniesz to nienawidzić. Wiesz już, że niczego mądrego Cię to nie nauczy, że zrobisz to tylko dlatego, że chcesz mieć to upragnione mgr przed nazwiskiem. Każde kolejne wspomnienie lub rozpoczęcie tematu pracy magisterskiej będzie dla Ciebie bolesne. Niczym przecięcie skóry między palcami papierem.

Czy babcia dożyje?

No właśnie. Jedno z pytań „poganiaczy”, jakie możesz usłyszeć. Niestety – to prawdziwa historia. Babcia mojej koleżanki, po tym jak tamta wpakowała się w pisanie pracy o czymś, co ją interesuje, zapytała ją wprost czy ona dożyje tego, jak ona napisze tą pracę i się obroni. Trochę to zabawne, ale jednak trochę przerażające, bo pytanie było na serio. Śmiałyśmy się w tego (no dobra, ja bardziej), ale obie miałyśmy świadomość, że to dla babci naprawdę ważne.

Zadowolenie

Często słyszę pytania o moją magisterkę od rodziny, znajomych bliższych i dalszych. Wybrałam temat, który miał mnie pochłonąć, miał mi nie dać spokoju, bo miał być tak ciekawy, miał mnie czegoś nauczyć i miał być DLA MNIE interesujący. Udało się. Wybrałam dobry temat, który mnie pochłonął, ale pisanie pracy było/jest udręką. Nie mogę się zebrać, żeby dokończyć analizę badań. Do tego mam pracę, którą bardzo lubię, drugie studia i milion tysięcy innych zajęć. Pisanie pracy jest gdzieś na końcu listy rzeczy do zrobienia. Odkładam to, bo pisanie tej pracy to dla mnie męka. Rodzina niestety nie pomaga i cały czas mnie wypytuje o to, kiedy skończę. Zawsze odpowiadam – jak napiszę.

Co to zmieni?

Co zmieni napisanie pracy magisterskiej i posiadania tytułu magistra? Kompletnie nic*.

 

* Chyba, że w Twojej głowie nastąpi jakaś magiczna przemiana.

Fanatyczka jazzu i improwizacji, zakochana w kinie skandynawskim. Idealistka, choć się do tego nie przyznaje. Pedantyczna bałaganiara. Za dużo by chciała robić, ale ma za mało czasu. Niespokojna dusza.

10 thoughts on “Magisterka. Co z tą pracą?

  1. Znam to aż za dobrze. Mnie wszyscy przez prawie rok męczyli co z tą mgr a kiedy się w końcu obroniłam jakoś zainteresowanie padło kompletnie.

  2. Tiaaa… też mam ostatnią fazę studiów, z czego serio mam TYLKO magisterkę, bo zajęcia skończyłam w 2015 roku. I ten moment, gdy pierwszego listopada, stojąc nad grobem cioci, babcia z dziadkiem zagadują o magisterkę. Ech… :/

  3. Mnie nawet nie tyle temat męczył, co promotor 😉 Ale cieszę się, że wybrałam to, co mnie interesowało, a nie to, co chciał mój promotor, jak to było w kilku przypadkach. Odnośnie babci – moja się popłakała jak usłyszała, że to już koniec, bo słyszała że miałam problemy i się bała, że się nie obronię. Nie wiedziałam, że ona aż tak to przeżywa! Znajomi co chwilę się pytali, a w pracy uprzedziłam, że jak ktoś się o to zapyta, to się zwalniam :p Póki co mogę się mianować pani magister rajstopowa. Bo tyle mi daje tytuł na obecną chwilę. Ale cieszę się, że to już koniec.

  4. Przeczytałem cały wpis – przez cały czas bijąc się z myślami że pieprzysz głupoty – ale w końcu uratowałaś się ostatnim zdaniem w gwiazdce. „Chyba, że w Twojej głowie nastąpi jakaś magiczna przemiana” – bo to ty generujesz rzeczywistość wokół siebie swoimi myślami. Pomyśl nad tym.
    PS. Ja dziś założyłem swoją firmę – zapytaj mnie po co ? :):)

    1. Czasami pieprzę głupoty, jak każdy, ale staram się trzymać rzeczywistości. Pewnie, że sami generujemy to, co się wokół nas dzieje! Szczerze w to wierzę. Pogadamy o firmie przy kolejnej okazji, ale już teraz bardzo gratuluję 🙂

  5. Rodzina i tak zawsze znajdzie sobie kolejną rzecz, o którą będzie się martwić, będzie niezadowolona i będzie wkurwiać. Nigdy nie spełnimy ich chorych oczekiwań wziętych z dupy. W telewizji zawsze powiedzą o czymś innym co warto robić, a oni będą dzwonić z wyrzutami dlaczego my tego nie robimy. Ku naszemu dobru, powinniśmy znienawidzić nasze życie i nasze zajęcia. Tak długo, jak długo oni będą spokojni, chociaż nigdy i tak nie będą.

    1. Bardzo optymistycznie wybrzmiał Twój komentarz. A na poważnie – róbmy to, co lubimy i nie patrzmy na nic. Miejmy w dupie to, co inni myślą i czego chcą. Bądźmy samolubnymi skurwysynami!

      1. A bo mi się aż przypomniało wszystko i mnie poty oblały. I tak sobie myślałam: jak dobrze mieć to za sobą, ale w rzeczywistości jest tak, że jeżeli do magistra się nie czepią, to znajdą godne zastępstwo 😉

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *